O MNIE

Dodano: 20-06-2013

Domowy zwierzyniec - Lucky :)


Lucky jest z nami od 30 maja 2013r. Chciałam pokazać dzieciom jak wygląda schronisko dla zwierząt nie tylko w teorii, ale naprawdę. W szkole i przedszkolu organizowane są zbiórki karm, pieniędzy na schroniska? brali w tym udział, ale nigdy nie byli w miejscu o którym mowa. Postanowiłam więc to zmienić.

Osobiście wielokrotnie byłam w schronisku. Jako uczennica szkoły podstawowej chodziłam do schroniska czyścić psom boksy. Później – na studiach chodziłam do warszawskiego schroniska wyprowadzać psy, poznawać je i pomagać w ich adopcjach. Raz nawet wiozłam wielką kudłatą sunię do Krakowa, bo tu znalazłam dla niej dobry dom z ogrodem u moich przyjaciół. Życie schroniska nie jest mi obce i chciałam, aby i moje dzieci wiedziały jak to wygląda.

No więc poszliśmy. Na początku zdziwieni byli brzydkim zapachem. Powiedziałam im, że jak w jednym miejscu jest tyle psów i kotów to nie ma możliwości sprzątać za każdym razem gdy tylko któreś z nich zrobi kupkę. Niestety. Zobaczyli szczekające i łaszące się psy, mnóstwo psów. Byliśmy też odwiedzić koty – wiele z ich przybiegało do nas.

Dzieci oczywiście zaczęły prosić o zwierzaka. Nie jestem mamą ulegającą bezmyślnie zachciankom dzieci, ale ich prośby uderzyły w strunę, która już kiedyś się we mnie odezwała. Rok temu przeglądałam zdęcia psich seniorów na stronie schroniska, ale wtedy na tym się skończyło.

Znam psy, całe lata zajmowałam się ich szkoleniem, doktorat zaczęłam robić z tematu „zaburzenia zachowania u psów”, dopiero później moje serce porwały małe ssaki. Wiem jak duża odpowiedzialność wiąże się z decyzją o posiadaniu psa. Dlatego całe lata nie było go u nas w domu - znam swoje ograniczenia i nie chcę krzywdzić żadnego zwierzaka brakiem czasu dla niego. Pies bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem, spacerów. Pod tym względem z kotami jest dużo łatwiej.

Jak to piszę to patrzę na moją kotkę która właśnie leży na plecach z łapkami radośnie rozłożonymi na boki i wiem, że leżeć tak będzie jeszcze długo. Oczywiście – jesteśmy jej potrzebni do szczęścia, ale spokojnie można ją zostawić na wiele godzin samą i radzi sobie świetnie. Zresztą nigdy nie jest samotna, bo w domu mieszka z nią jeszcze kocurek, którego Gryzia bardzo lubi i fantastycznie się razem bawią. W trakcie jednaj z takich zabaw straciłam np. telewizor, który niechcący spadł kotom ze stolika podczas ich gonitwy. Ups...

Pies to zupełnie inna historia. A stary pies …

Wzieliśmy Luckiego ponieważ miał ciężką depresję schroniskową i nie chciał już żyć. Nie reagował na nas ani szczekaniem, ani łaszeniem się. Po prostu leżał. Wstał dopiero, gdy zawołała go jego opiekunka ze schroniska. Był bardzo chudy – brak tkanki tłuszczowej, zaniki większości mięśni. Nie chciał jeść – chodził do szpitala na dokarmiania, ale to niewiele dawało. Był bardzo smutnym starym psem. W schronisku był od pół roku. Znaleziony na ulicy.

 

 Na zdjęciu Lucky w schronisku.

Nasz Lucky jest pacjentem geriatrycznym. Ma chore serce, zmiany w płucach, chorą wątrobę i zmiany nowotworowe w żołądku, odbytnicy i jeszcze w kilku innych fragmentach jelit. Ma już bardzo, bardzo dużo lat, niewiele zębów, jest prawie całkowicie głuchy i niewiele widzi. Lucky ma też drugie imię – Lejek – ponieważ sika średnio co 2-3 godziny przez całą dobą :)

Jak wygląda opieka nad takim psem? Po pierwsze Lucky przyjmuje tylko gotowane jedzenie, żadnych suchych karm nie tyka. Gotujemy więc mu rosołki, makaroniki, warzywka, mięska. Je też dużo białego serca, a na śniadanie obowiązkowo … kanapkę z pasztetem. Gdy brałam Luckiego ze schroniska to zabierałam szkielet. Było to spowodowane jego chorobą, ale również tym że nie chciał jeść jedzenia które mu tam podawano. Chciałam go nauczyć jeść dobrej jakości suchą karmę, ale Lucky odmówił współpracy. Nie upierałam się bardzo. Po pierwsze dlatego że zależy mi, aby Lucky jadł i nabierał sił. Po drugie – zdaję sobie sprawę, że ten pies którego przeszłości nie znam, najwyraźniej całe życie jadł takie właśnie domowe jedzenie. Skoro trafił do nas na swoje ostatnie miesiące/lata to nie będziemy mu tego zmieniać. Doskonale po nim widać jakie pokarmy zna i ceni – bo reaguje na nie niezwykle entuzjastycznie. Nowości próbuje delikatnie i akceptuje bądź nie.

Lucky z powodu swojej choroby jelit musi jeść 4 razy dziennie. Sika tak jak pisałam wcześnie co 2-3 godziny (dotyczy to również nocy!). Czuje się więc, jakbym znów miała 2 letnie dziecko w domu. Gdy pewnej nocy Lucky przespał od północy do 7.00 rano to w pierwszym odruchuucieszyłam się, że dał mi tyle spać, ale zaraz ze strachem pobiegłam sprawdzać czy żyje …

 

 Na zdjęciu Lucky w swoim łóżeczku po miesiącu mieszkania u nas :)

 Lucky z naszymi kotami (Catcherem i Gryzią) podczas wspólnej kolacji :)

 

Lucky z koleżanką, która przyjechała do niego w odwiedziny z Warszawy :)

 

Z Luckiem jest więc wiele kłopotu, ale:

- nie zaczepia kotów i one go zaakceptowały

- nie zaczepia dzieci i one go polubiły

- jest głuchy więc radośnie stoi pośrodku moich wrzeszczących dzieci i merda ogonkiem w pełni zrelaksowany.

- cieszy się na nasz widok codziennie tak, jakby nie widział nas od miesiąca

- zaczął znów cieszyć światem – wącha trawkę, czasem już  podnosi łapkę do sikania (wcześniej zawsze siusiał jak suczka), zauważa inne psy, zaczął nawet wydawać z siebie głos (potrafi szczeknąć i zawarczeć), uśmiecha się.

 

 Na zdjęciu Lucky w odwiedzinach u koleżanki Sissie w Krakowie. Lubi do niej jeździć, bo ona ma ogródek i można tam posiedzieć i spać na trawie :)

Mimo wszelkich trudów, mokrej nieraz podłogi, całej apteczki leków które trzeba mu podawać, trudów komponowania mu odpowiedniej diety, cieszymy się że Lucky jest z nami. Nie wiem ile czasu mu zostało – ale dopóki jesteśmy w stanie zapewnić mu radosne życie pozbawione bólu tak długo będziemy to robić.

Ps - Lucki utył. Gdy go brałam ze schroniska ważył 7kg. Wczoraj (po 2 miesiącach u nas) waga pokazała 8,5kg :):):)

 

EPILOG:

Lucky zmarł 24.03.2014. Do końca otoczony był miłością i troską. Nawet tak słabiutki, że nie miał już siły ustać na łapkach - nadal merdał końcówką ogonka na nasz widok. Był z nami przez 10 miesięcy, dał nam mnóstwo radości. Kochany, dobry piesku - do zobaczenia kiedyś!

 

Autor: lek.wet.Lidia Lewandowska,

Specjalista Chorób Zwierząt Futerkowych

Przychodnia weterynaryjna OAZA - Kraków, Ul.Zamoyskiego 86, 30-523 Kraków

kontakt: lidialew@poczta.fm

 

 


Dodaj komentarz:


* - pola wymagane