O MNIE

Dodano: 15-08-2016

Urodziny, skręt wątroby i przepuklina - czyli typowa życiowa mieszanka


Moje urodziny. Poranek. Udało mi się podać już leki jednemu królikowi, drugi jeszcze czeka na swoją kolej. Koty dostały jeść. Pies po spacerze. Moje najmłodsze dziecko wyłania się z przedpokoju stwierdzając niezaprzeczalny fakt:

- mamo, wdepnąłem w kupę Kazimierza.

(Kazimierz jest królikiem, który po porannych zabiegach biega nam właśnie po domu)

- to cudownie – odpowiadam jak każda typowa matka/weterynarz – mógłbyś jednak nie wycierać teraz tej nóżki w moja pościel? :)

Nasz zwykły poranek. W każdym kącie coś się kręci. Typowy dom wariatów.

Królik Kazimierz jest łobuzem. Wymaga podawania wielu leków, właściciele nie mają z nim szans. W tej rozgrywce wygrywa bez problemu. Wie do czego służą tylne skoki i umie zrobić pożytek ze swoich pazurów. Mimo, że uwielbiam króliki i pracuję z nimi od lat, potrafił załatwić i mnie (pisząc to zerkam na swój rozcięty, zaplasterkowany palec).

Patrząc na Kazimierza podziwiam go. To prawie cud, że żyje. Przyszedł w kiepskim stanie, z bardzo bolesną okolicą żołądka, brakiem apetytu. Po wykonaniu serii badań krwi, które wykazały postępującą utratę czerwonych krwinek, hemoglobiny, płytek, z równoczesnym wzrostem zapalenia ogólnego, trafił w trybie pilnym na stół operacyjny. Zdjęcie RTG potwierdzało obecność płynu (w tym przypadku krwi) w jamie brzusznej. Wszystko komplikowały dodatkowo fatalne parametry wątrobowe wskazujące na jej silne zapalenie.

Po otwarciu jamy brzusznej, zlokalizowałam źródło krwawienia, jakim była wątroba. Jeden z płatów był częściowo skręcony, przez co krew nie mogła z niego odpłynąć, co doprowadziło do obrzęku narządu, martwicy hepatocytów (komórek wątroby), pękania tego płata i krwawienia z niego. Zniszczona część wątroby została usunięta. Rokowanie zależy od tego ile czasu upłynęło od skręcenia do operacji, sił zwierzaka, towarzyszących infekcji.

Morfologia Kazimierza była tak tragiczna, że za zgodą innego właściciela, pobraliśmy krew od jego królika (który akurat był u nas na badaniach) i wykonaliśmy transfuzję krwi. To zwiększyło szansę Kazimierza na przeżycie.

Teraz mija 4 doba od tego ciężkiego dnia. Kazimierz je, pije, biega, produkuje miliony bobków i podrywa dziewczyny. Patrzę na niego z coraz większym optymizmem. Oczywiście musi przyjmować dużo leków, czego jednak się nie robi, aby dać mu szansę na życie.

Na zdjęciu królik Kazimierz u mnie w domu :)

Dziewczyny. No właśnie – o jakich dziewczynach piszę? Po dzisiejszej chirurgicznej nocy mam u siebie jeszcze jednego królika, a właściwie królicę o uroczym imieniu Kerigan. Do lecznicy pojechałam zaniepokojona mailem właściciela, w którym pisał, że Kerigan posmutniała, straciła apetyt, i pojawiła się jakaś wypukłość na brzuszku. Operowałam (kastrowałam) ją 4 dni temu, w tym samym dniu, w którym swój zabieg miał również Kazimierz.

Niestety potwierdziły się moje złe przypuszczenia. Mieliśmy do czynienia z przepukliną i to na dodatek otwartą – jelita były przyklejone do sierści. To jest pierwszy królik, który tego dokonał od kiedy zaczęłam je operować, czyli kilkaset przypadków temu. Często mówiłam, że królice po otwieraniu jamy brzusznej raczej nie mają przepukliny, a tu proszę – tzw. wyjątek potwierdzający regułę. Widać, że jak się królik bardzo postara to się da. Malutką czekał długi, dwugodzinny zabieg oczyszczania jelit, cerowania ich tu i ówdzie, ponownego zamykania jamy brzusznej.

Królica Kerigan u mnie w domu :)

Kerigan jest podobna z charakteru do Kazmierza. Jak walczy to na śmierć i życie. Leki? Żadnych leków! Wyrwę się, podrapię, wyskoczę aż pod sufit. Ta szarpaniana z właścicielami była najpewniej przyczyną tego, że szwy pękły. Jak jednak udało się jej ściągnąć 2 warstwy szwów skórnych (śródskórny i dodatkowe węzełki zewnętrzne) pozostanie jej słodką tajemnicą.

Noc miałyśmy ciężką, dziewczyna była słaba, dziś jest już lepiej. Nie chce jeszcze sama jeść, ale trzyma ładnie temperaturę, stabilnie utrzymuje właściwą pozycję ciała. Oczywiście walczy z lekami tak jak Kazimierz, ale ostatecznie wszystko grzecznie zjada i zastrzyki również znosi jako tako. Po 10 strzykawce odżywki stwierdziła, że jest nawet dobra i da się to jeść.

Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie lepiej i że z tego wyjdzie. Zawsze jednak obawiamy się w takich sytuacjach zapalenia otrzewnej, które może rozwinąć się mimo podawania antybiotyków.

Tak więc sobie siedzą. Kaziu po prawej stronie pokoju, Kerigan po lewej . Biegają na zmianę, ponieważ Kazimierz tak się zakochał, że zaczął się zachowywać nieco napastliwie, na co nie mogłam się zgodzić. Odwiedzają się jednak przy swoich klatkach, gdy drugie biega na wolności.

Obydwa maluchy :)

Urodzinowy rozkład jazdy na lodówce ;)

Kerigan, mała Kerigan, jeśli tak bardzo chciałaś zobaczyć się z Kazimierzem, to wystarczyło powiedzieć – nie trzeba było tak szaleć.

A tak w ogóle moje drogie małe króliczki – jeśli chciałyście być na moich urodzinach, to trzeba było po prostu przyjść. Te operacje były zupełnie niepotrzebne. Na przyszłość proszę przykicać, zapukać – jakaś bazylia i lucerna z pewnością się znajdzie. Nie trzeba wpraszać się do mnie aż tak teatralnie :)

 

Autor: lek.wet.Lidia Lewandowska,

Specjalista Chorób Zwierząt Futerkowych

Przychodnia weterynaryjna OAZA - Kraków,

Ul.Zamoyskiego 86, 30-523 Kraków

kontakt: lidialew@poczta.fm

 

 


Dodaj komentarz:


* - pola wymagane

Komentarze:

Trusia  16-08-2016

Nasza wspaniała Pani Doktor!