O MNIE

Dodano: 02-12-2011

Amputacja kończyny u szynszyli


Każdy kto ma szynszylę w domu, wie jak bardzo energiczne są to zwierzątka. Wszędzie jest ich pełno. Nic więc dziwnego, że od czasu do czasu przytrafiają im się przykre wypadki. Ich konsekwencją są różnego rodzaju stłuczenie, skręcenia czy złamania. Wiele z nich możemy skutecznie leczyć. Istnieją jednak typy urazów wobec których stajemy bezradni - wiemy że zwierzątko nie będzie już nigdy funkcjonowało tak jak przedtem. Chciałabym w tym miejscu przedstawić Państwu moich dwóch małych pacjentów, którzy mieli tego typu (źle rokujący) uraz i napisać jak wspólnie z właścicielami udało nam się im pomóc.

Pierwsza szynszylka nazywa się Luna.

zdj.1 - Luna - jeszcze przed urazem.

Luna przyszła do nas powłócząc przednią lewą łapką. Niestety w trakcie badania okazało się, że nie mamy tu do czynienia ze złamaniem, ale z uszkodzeniem nerwu promieniowego. Rokowanie w takim przypadku zależy od stopnia uszkodzenia nerwu, ale z reguły jest złe. Dodatkowym problemem u szynszyli jest ich reakcja na ból. Doświadczenie uczy, że gdy łapka boli to trzeba ... się jej pozbyć. Brzmi to strasznie, ale miałam już w swojej praktyce lekarskiej kilka osobników, które pomimo naszej rozpaczy i licznych coraz szczelniejszych opatrunków i tak dostawały się do bolącego miejsca i zjadały uszkodzoną łapkę - kawałek po kawałku. W ten sposób szynszyla próbuje uwolnić się od źródła bólu raniąc się niestety coraz bardziej. Uprzedziłam o tym właścicieli i Luna poszła z powrotem do domu. Chcieliśmy dać łapce czas i zobaczyć czy po lekach i masażach nie nasąpi choć częściowa regeneracja nerwu. Niestety mimo upływu miesięcy nie było poprawy, wzrosła natomiast irytacja Luny, która jak na szynszylę przystalo postanowiła pozbyć się przeszkadzającej jej łapki i zaczęła ją gryźć. Od tego momentu do czasu operacji musiała więc chodzić w opatrunku ochronnym.

Drugim bohaterem naszego artykuły jest szynszyla o imieniu Stefan

zdj.2- Stefan - w dniu przybycia do naszej przychodni.

Zwierzątko wyskakując z klatki tak niefortunnie zaklinowało nóżkę między pręty, że doszło do powstania dużego urazu. Jedna z kości podudzia (strzałkowa) uległa złamaniu z przemieszczeniem, druga (kość piszczelowa) pozostała cała, ale zerwała trzymające ją więzadła i uległa wybiciu ze stawu skokowego. Stopa szynszyli zwisała żałośnie stając się przyczyną ogromnego cierpienia. Stefana tak bardzo bolała nóżka, że mimo podania mocnych leków przeciwbólowych tylko leżał i spał. Musieliśmy więc szybko przeprowadzić zabieg. W obydwu przypadkach najbardziej rozsądnym wyjściem była operacja polegający na amputacji kończyny i takie też zabiegi za zgodą właścicieli przeprowadziliśmy.

U Luny amputowaliśmy kończynę piersiową, u Stefana kończynę miedniczną.

zdj.3 - W przypadku Luny i Stefana zastosowaliśmy narkozę wziewną.

zdj.4 - Stefan na chwilę przed obudzeniem się po operacji.

Piszę to wszystko po to, aby przekonać Państwa, że nawet u tak małych zwierzątek, takie zabiegi są możliwe i warte wykonywania. Ratują one życie maluchów i umożliwiają im normalne funkcjonowanie. Szynszyle na trzech nóżkach radzą sobie świetnie. Jeżeli tylko zniesiemy źródło bólu, zwierzątko będzie szczęśliwe i szybko nauczy się funkcjonować w nowej rzeczywistości.

Stefan jeszcze w dniu operacji, jak tylko się obudził od razu zaczął biegać radośnie po klatce. Był tak wesoły, że aż serce rosło, gdy patrzyliśmy na tego malca. Nie czując potwornego bólu od razu wróciła mu chęć do życia.

Luna była bardziej zdziwiona zabiegiem. Przed operacją nie czuła bólu ze strony łapki, przeszkadzała jej raczej, jak coś czego się nie czuje, a trzeba to stale za sobą ciągnąć. Jednak i ona szybko doceniła komfort życia bez nieczynnej łapki i opatrunków, którymi musieliśmy dla jej dobra ją zabezpieczać. Oto fragment maila jaki dostałam od właścicielki Luny :

"Co do przebiegu rekonwalescencji. Pierwszy raz wypościliśmy Lunę dzień po operacji. Na czas spaceru ściągnęliśmy kołnierz, więc była bardzo zadowolona, ale nie poruszała się zbyt szybko, chyba była jeszcze obolała. Z każdym dniem było coraz lepiej. 3-ciego dnia po operacji zaczęła się przymierzać do wyskakiwania na szafki. W chwili obecnej czuje się świetnie, osiąga większe prędkości i wyższe wysokości niż przed zabiegiem. :)".

 

zdj. 5 - Luna po operacju (futerko zdążyło już odrosnąć) 

Stefan również pokazuje co potrafi. wymusza np. na właścicielach jedzenie i wolny wybieg ... wieszając się zębami na prętach klatki. Wisząc w ten sposób, wyglada tak żałośnie, że trudno przejść obok niego obojętnie:) Taki właśnie jest Stefan - rozrabiał, rozrabia i będzie rozrabiał :)

Bardzo sie cieszę, że właściciele Luny i Stefana zdecydowali się walczyć o ich życia. Wiadomo - nieco inne niż dotąd, ale równie cenne.

 

Autor: lek.wet.Lidia Lewandowska,

Specjalista Chorób Zwierząt Futerkowych

Przychodnia weterynaryjna OAZA - Kraków,

Ul.Zamoyskiego 86, 30-523 Kraków

kontakt: lidialew@poczta.fm

 

Dodaj komentarz:


* - pola wymagane